Straszny faul

31 Sierpień 2009

Niecałe dwie godziny temu obejrzałem faul na Marcinie Wasilewskim, po którym nie mogę się cały czas otrząsnąć. Ile lat oglądam piłkę, to czegoś takiego nie widziałem… brak słów!

Wasyl to taki nasz człowiek – bohater. Rambo polskiej piłki, boiskowy twardziel, przy tam, jak mało który polski piłkarz, naprawdę autentyczny. Lubimy o nim w pracy dyskutować, inspirujemy się nim. Nie znamy go, ale to pewnie taki “swój chłop”, z którym można sobie ot tak pogawędzić.

Dziś mogę, czekając na kolejne doniesienia o stanie nogi, napisać banalnie – trzymaj się i wracaj do piłki jak najszybciej.

Leo Beenhakker zapytany o ew. koniec kariery Wasilewskiego odpowiedział:
- Nie wierzę w to. To trochę szukanie sensacji, aby było o czym pisać. Marcin to silny facet, nie tylko fizycznie, ale i mentalnie. To taki mój Schwarzenegger, więc da sobie radę. Jestem o tym przekonany.

Miejmy nadzieję!

Łukasz

Motocykliści vs Kibice

30 Sierpień 2009

Opinia publiczna w Polsce na spółkę z mediami ma licznych stereotypowych chłopców do bicia. Bardzo łatwo odwrócić uwagę od rzeczywistego problemu kreując problem zastępczy.
Kiedy coś złego dzieje się na polskich drogach – najłatwiej obwiniać motocyklistów, kiedy na stadionach – kibiców.
Tak mydli się ludziom oczy głosząc populistyczne poglądy i lansując utarte wzorce. Motocyklista to zawsze bandyta, szaleniec, dawca organów, wariat  na drodze (niepotrzebne skreślić). Kibic to w Polsce synonim chuligana, szalikowca, dresiarza.

Czy w jakimkolwiek materiale w prasie czy telewizji pojawia się statystyka ile rocznie wypadków powodują motocykliści, a ile kierowcy samochodów? Oczywiście, że nie. Bo ludzie przez przypadek mogliby się dowiedzieć, że jednak więcej wypadków powodują kierowcy samochodów. Nie mówiąc już o tym, że jeśli w zdarzeniu faktycznie biorą udział samochód i motocykl, to z góry wiadomo czyja to wina.

Czy w jakimkolwiek materiale w prasie czy telewizji pojawia się statystyka na temat do ilu incydentów przemocy rocznie dochodzi na polskich stadionach? Oczywiście, że nie. Jest ich tak mało, że porównanie do lat 90., kiedy faktycznie sporo złego się działo, mogłoby być dla odbiorcy zbyt oczywiste. Nie mówię nawet o jakimś pozytywnym materiale, np. o tym, że kibice oddają krew lub zbierają fundusze na domy dziecka. Takie w mainstreamowych mediach pojawiają się tak często jak piękna pogoda nad Bałtykiem. W końcu co to za news o tym, że motocykliści co roku spotykają się na Jasnej Górze, oddają szpik i zbierają pieniądze na domy dziecka.

Wiem, że lansowanie poglądu, że kibice i motocykliści to dwie najbardziej pokrzywdzone grupy społeczne w Polsce byłoby lekką przesadą, ale trudno mi się oprzeć wrażeniu, że w pewnym stopniu tak jest. Pomijam już fakt, że dobra wiadomość dla mediów nie jest atrakcyjna, ale uogólnianie – każdy motocyklista to bandyta, a każdy kibic to potencjalne niebezpieczeństwo jest po prostu nierzetelne i wprowadza w błąd.

Łatwiej jest mówić o chuliganach niż o tym, że mamy przestarzałe stadiony (tak wiem, to już niedługo się zmieni), a i regulacje bezpieczeństwa także pozostawiają sporo do życzenia. Podobnie łatwiej jest mówić o wypadku jaki spowodował motocyklista niż zrobić materiał o tym jak fatalnie oznakowane są polskie drogi.

Kibice i motocykliści – tacy chłopcy do bicia…

Ania

110 lat FC Barcelona. Polskie ślady w historii klubu – wystawa

25 Sierpień 2009

Dziś otrzymałem informację o bardzo ciekawej wystawie w warszawskim Muzeum Sportu i Turystyki, zatem rozpuszczam wici dalej ;-)

Tomasz Jagodziński - Dyrektor Muzeum Sportu i Turystyki w Warszawie oraz Leonard Sobieraj - Dyrektor Muzeum Mazowieckiego w Płocku zapraszają na  wystawę, pt. “110 lat FC Barcelona. Polskie ślady w historii klubu
Wystawa dostępna będzie w dniach 13.09.2009 r.- 24.09.2009 r. w siedzibie Muzeum Sportu i Turystyki, Wybrzeże Gdyńskie 4, Warszawa, Centrum Olimpijskie.

Od siebie dodam, że to wręcz rewelacyjnie, że tego typu wystawy organizuje się w Polsce! Czekam z niecierpliwością i na pewno ją odwiedzę. Mam nadzieję, że uda mi się również pstryknąć kilka fotek i zrobić  małą relację na blogu. Zresztą, ekspozycja stała  stołecznego Muzeum Sportu także jest warta odwiedzenia.

Łukasz

Fucktowe proroctwa

19 Sierpień 2009

W numerze 4. „Twojego dziennika o piłce nożnej”, czyli Futbol News, Paweł Zarzeczny napisał tekst, do którego chciałabym się odnieść. Tak, teraz każdy fan piłki nożnej myśląc „mój dziennik o piłce nożnej” ma na myśli Futbol News. Mam nadzieję, że to promocyjne hasło nowego tworu, którego za żadne skarby nie nazwę gazetą, pozostanie w sferze pobożnych życzeń marketingowców, którzy je wymyślili.

Otóż Paweł Zarzeczny stwierdza, że Euro 2012 się w Polsce nie odbędzie. Tę śmiałą tezę wysuwa na podstawie rozmowy z Panem Marianem, który pracuje jako robotnik przy budowie Stadionu Narodowego oraz słów tajemniczego „człowieka z UEFA”.
Może nie mam, aż tyle dziennikarskiego doświadczenia co Pan Zarzeczny, ale wydaje mi się, że jeśli mówi się coś tak kontrowersyjnego to należy mieć na to dowody. Trochę poważniejsze niż rozmowa z Panem Marianem i „człowiekiem z UEFA”.
Plus dla Zarzecznego, za to, że chciało mu się ruszyć zza biurka i pofatygować na budowę, aby faktycznie porozmawiać z jakimś człowiekiem, który tam pracuje. Niestety więcej plusów w tym tekście nie widzę.

W związku z tekstem Pawła Zarzecznego smuci mnie kilka rzeczy:

- Autor oraz jego przełożeni traktują czytelnika jak debila, któremu wystarczy zacytować wypowiedzi dwóch anonimowych osób, żeby ten uwierzył, że w Polsce Euro 2012 rzeczywiście się nie odbędzie

- Niestety istnieje szansa, że ktoś ten tekst przeczytał i uwierzył w prawdy, które autor w tekście objawia

- Autor wziął za tekst pieniądze. Gdyby spekulował sobie na temat tego czy Euro będzie czy nie będzie w Polsce, w formie dziennikarskiej jaką jest felieton, jeszcze można by go było usprawiedliwić. W końcu felieton jest formą publicystyczną i wyraża opinię autora. Niestety artykuł Pawła Zarzecznego jest w Futbol News tematem tygodnia i udaje tekst informacyjny

- Powstała platforma dla takich tekstów jak ten autorstwa Pawła Zarzecznego. Tą platformą jest dziennik Futbol News, który chyba ma ambicję zostać piłkarskim brukowcem. Czyli takich tekstów będzie więcej. Z niecierpliwością czekam na kolejny temat tygodnia.

- Krąg dziennikarzy sportowych, od których młodzi adepci tego fachu mogą się uczyć i tak jest w Polsce kręgiem bardzo skromnym. Po tekście „Euro 2012 mamy z głowy” w tym kręgu na pewno nie ma miejsca dla Pawła Zarzecznego.

A Wy co sądzicie o “Futbol News”?

Ania

Z ławki trenera

12 Sierpień 2009

Oczywiście nie ja jestem trenerem i nie o moją ławkę chodzi. „ Z ławki trenera” Kazimierza Górskiego – tę ławkę i tego trenera mam na myśli. Kiedy niemal 10 lat temu w trakcie wakacji znalazłam na regale u mojego dziadzia właśnie tę książkę - musiałam ją przeczytać. Tamto lato upływało mi właśnie pod znakiem piłki nożnej. W podrzeszowskiej wiosce właściwie  niewiele było do roboty na wakacjach, dlatego mój brat nie protestował kiedy biegałam z nim po boisku (lub tym co traktowaliśmy jak boisko).

Oczywiście wówczas nie planowałam “kariery” ;-)  w Księgarni Kibica Sendsport i tego, że książki sportowe będą stanowić ważną część mojego zawodowego życia. „Z ławki trenera” było pierwszą książką sportową jaką przeczytałam. Zrobiła na mnie takie wrażenie, którego nie zapomniałam do dziś. Kiedy więc w przepastnych półkach naszego antykwariatu odnalazłam książkę Kazimierza Górskiego cała magia wróciła. Wśród zalewu „prawdziwych historii” pseudogwiazd futbolu czy biografii pisanych przez piłkarzy w wieku dwudziestukilku lat ta książka to jedyna w swoim rodzaju wartość, którą warto przypominać. Wyłania się z niej obraz człowieka niezwykle skromnego i pracowitego, który zapomina o drobnym fakcie, że uszczęśliwił i nadal uszczęśliwia pokolenia polskich kibiców piłki nożnej. Największe zasługi przypisuje zawodnikom, a nie sobie, co daje odczuć na każdej stronie. Przyznaje, że przecież był tylko jednym z kandydatów na stanowisko selekcjonera reprezentacji, że przecież byli inni. Jego etyka zawodowa, brak zadęcia i poświęcenie dla pracy są wprost niewiarygodne z dzisiejszej perspektywy.

Historia napisana przez Górskiego to opis czterech lat od momentu kiedy objął stanowisko trenera w 1970 roku. Sukcesów jakie wówczas wypracował chyba nikomu nie trzeba przypominać. Większych nie mieliśmy, tamtym nie dorównaliśmy, więc ciągle wracamy do tych, których ojcem jest Kazimierz Górski. „Z ławki trenera” to jednak także historia o ludziach, ich emocjach, ich walce, momentach szczęścia i załamania.
To opis futbolu. Takiego w starym dobrym stylu. Kiedy faktycznie gra polegała na tym, że „piłka jest okrągła, a bramki są dwie” – i tylko to się liczyło.
Ania

Reminiscencje z Obszy

9 Sierpień 2009

W ubiegły weekend (31.07 – 2.08.2009) miał miejsce I Zjazd członków Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Historyków i Statystyków Piłki Nożnej. Impreza odbyła się w miejscowości Obsza (powiat biłgorajski) ma Zamojszczyźnie. Relacje z trzech dni znajdziecie na poniższych stronach internetowych  (Czorek Sport, Lubelska Piłka 1, Lubelska Piłka 2, Unia Hrubieszów)

Sam miałem okazję spędzić tych kilka dni w Obszy i przyznam się szczerze, że impreza zorganizowana była wyśmienicie. Co zatem najdłużej zapadnie w mojej pamięci?

- Wokalny występ Czorka i jego We are the Champions w trakcie trwania konkursu wiedzy o polskiej piłce nożnej, kiedy to autentycznie przez minutę płakałem ze śmiechu.
- Mecz OSHiSPN versus księża diecezji zamojsko-lubaczowskiej, gdzie w ostatniej minucie wymknęło nam się upragnione zwycięstwo. Emocje takie, jakby Polska grała w finale MŚ ;-)
- Nocne rozmowy, niekoniecznie przy oranżadzie
- Piróg biłgorajski w Zagrodzie Roztocze - pyycha
- noclegi, w całkiem sympatycznym gronie, które przypominały mi kolonie z lat dziecięcych (pozdrowienia dla Arturów dwóch oraz Kamila)


Powyżej nasza kwatera (fot. Kamil Wójkowski)

 Oczywiście były również merytoryczne dyskusje i obranie pierwszych celów, zarówno organizacyjnych, jak i wydawniczych.
Na koniec informuję, że jeśli ktokolwiek chciałby zgłosić swój akces do Stowarzyszenia to proszę kontaktować się z prezesem Markiem Sztochelem (maszt1974@wp.pl).

Do zobaczenia za rok :)

Łukasz

Historia kilku fotografii

4 Sierpień 2009

O marketingu polskich klubów piłkarskich lub o raczej jego braku można napisać bardzo wiele. Nie mówiąc już o kreowaniu pozytywnego wizerunku klubu. To obco brzmiące hasło dla większości z nich. Oto jeden z ostatnich przykładów, bezpośrednio związany z działalnością Księgarni Kibica Sendsport.

Jeden z autorów, którego książkę zamierzamy w niedalekiej przyszłości wydać, próbował do niej zdobyć kilka zdjęć. Chodziło o fotografie trzech piłkarzy i jednego sędziego. Pełen wiary w to, że nie będzie z tym problemu, przystąpił do realizacji swojego planu. Postanowił zdobyć zdjęcia od klubu, w których zawodnicy grają lub grali.
Niestety okazało się, że spece od marketingu w tymże klubie, mają w nosie to, że autor był kiedyś dziennikarzem sportowym, jest prawdziwym pasjonatem, który z zapałem dokumentuje piłkarskie rozgrywki, a napisana przez niego książka nie jest jego pierwszą.
W światku autorów książek sportowych jest poważanym człowiekiem, który znany jest ze swojej rzetelności. Wynik jednego spotkania potrafi sprawdzać kilka razy w każdym dostępnym źródle, tak aby mieć pewność, że jest to wynik prawidłowy.

Zamieszczenie takiej fotografii w książce to najzwyczajniej w świecie reklama. Znając autora, wiem, że nie pominąłby klubu w swoich podziękowaniach.
Owszem, klub postanowił udostępnić zdjęcia, ale za opłatą. I to wcale niemałą. Rozumiem, na czymś trzeba zarabiać, ale czy koniecznie na sprzedaży zdjęć do książki za takie pieniądze!? A nawet jeśli, to czy dla niektórych nie powinno się zrobić wyjątku? Hmm, wystarczyło wygooglować nazwisko autora, wówczas spece od marketingu w tymże klubie zobaczyliby kim jest i, że warto udostępnić mu zdjęcia bezpłatnie.

Okazało się, że można całkiem inaczej, i to wcale niedaleko od nas. W imieniu autora skontaktowałam się z niemieckim klubem Arminia Bielefeld. Mimo tego, że sam klub nie posiadał fotografii Daniela Bogusza, która była niezbędna do książki, w moim imieniu skontaktował się z fotografem, który udostępnił ją za darmo! Pozostałe fotki autor zdobył od samych zawodników, którzy z chęcią mu je przekazali.

Można inaczej? Można!
Poniżej fotografia autorstwa Thomasa F. Starke, którą użyjemy w książce.

 

Ania

Nowy początek

29 Lipiec 2009

Pamiętacie taki stary czerwony blog z jakimś dryblasem na górze? Blog Kibica czy jakoś tak podobnie? No to zapomnijcie o nim :)

Przenieśliśmy się na inną, bardziej funkcjonalną platformę, gdzie każdy może śmiało komentować każdą notkę (do czego zresztą zachęcam). No i przede wszystkim nie piszę już sam, gdyż to akurat, chcąc nie chcąc, dość zaniedbywałem. Na szczęscie są jeszcze Ania i Patryk – więc jak nie ja, to oni :)

Bardziej spostrzegawczy goście strony Sendsportu zapewne dostrzegli zmiany w księgarni (nowe logo, buttony, odświeżone informacje). Jest to początek zmian, które czekają nas jesienią. Będą to, mam szczerą nadzieję, same pozytywne zmiany. Zaglądajcie tutaj czasem, już nie będzie świeciło pustką. 

Łukasz

Tylko we Lwowie!

25 Lipiec 2009

Notka napisana w maju, ale mam nadzieję, że nie preterminowana :)

Podczas majowego weekendu udało mi się odwiedzić Ukrainę, a konkretnie Lwów. Wycieczka na stadion tamtejszej drużyny Karpaty Lwów była obowiązkowym punktem programu:)

Po opuszczeniu trolejbusa, który najlepsze lata ma już za sobą, udaliśmy się w stronę stadionu przepiękną Lipową Aleją. Już tam uświadomiliśmy sobie, że przypadkiem trafiliśmy na mecz – ryk kibiców było słychać na długo przed wejściem na stadion.

Na miejscu okazało się, że miejscowi grają z Tavrią Symferopol, a trzydziestotysięcznik wcale nie jest wypełniony po brzegi jak nam się wydawało wcześniej.

Przy kasach od razu niespodzianka: weszliśmy na mecz płacąc 5 zł! Wybraliśmy sektor dla „pikników”.  Bilety były takie tanie (najdroższe po 10 zł) ponieważ rzekomo mieliśmy najgorsze miejsca. Fakt obok kibiców przeciwnej drużyny i na ukos od boiska, ale widoczność była idealna.

Mecz nie cieszył się wielką popularnością – na stadionie było ok. 5 tys. kibiców, z czego ok. 800 stanowili ultrasi Karpat. Do dyspozycji mieli ok. 1000 miejsc stojących, z których prowadzili doping. Ciekawym jest, że nawet na Ukrainie nikt nie ma nic przeciwko miejscom stojącym, dla tych co chcą kibicować. Tylko u nas wprowadzenie miejsc stojących stanowi  wielki problem…

Swój sektor, zaraz obok „pikników”, mieli kibice Tavrii. A obok nich , z drugiej strony, co było dla nas totalnym zaskoczeniem, grupa ultrasek Karpat, które prowadziły alternatywny doping! Niestety nikt nie mógł nam powiedzieć dlaczego dziewczyny nie są z resztą kibiców. Po prostu są i już.

W niedzielne gorące popołudnie we Lwowie super było się napić piwa na stadionie! Złocisty płyn sprzedawany na meczu nikogo nie natchnął do bójki, czego obawiają się polscy ustawodawcy. Swoją drogą – polscy kibice – na piwo na stadionach są najnormalniej niegotowi. Ukraińcy są – mają piwo w każdym kiosku, więc taki niskoprocentowy trunek na stadionie to dla nich żadna atrakcja.

Kibice zdali też egzamin z kulturalnego dopingu. Kiedy czarnoskóry zawodnik Tavrii (strzelił Karpatom gola) leżał dość długo na murawie fani powstrzymali się od rasistowskich okrzyków. Skończyło się na gwizdach.

Jedna rzecz, która mi się bardzo podobała: kibice przeciwnych drużyn wspólnie pozdrawiali Ukrainę. Na którym meczu  polskiej ligi, kibice wspólnie pozdrawiają Polskę? Warto by zaadaptować ten zwyczaj.

Ania