Archiwum z Wrzesień 2009

Jak zostałem kibicem San Marino, cz. 1

czwartek, 24 Wrzesień 2009

Przypominam sobie doskonale, kiedy nasi piłkarze trafili w el. MŚ`94 na ekipę egzotycznego San Marino. Mając dziewięć lat zacząłem interesować się “na poważnie” futbolem, więc przez mgłę zapamiętałem moją wielką radość po bramce Furtoka strzelonej ręką. Tylko jakoś komentarz taty był dla mnie dziwny: “Z takimi kelnerami to oni powinni minimum pięć bramek strzelać!” – krzyczał rozemocjonowany. Rozumiałem na tyle, że Polska wygrała mecz el. MŚ i brzmiało to dumnie, więc chyba jako jeden z nielicznych cieszyłem się z rezultatu :)
Później się trochę już w piłce podedukowałem, wiedziałem komu możemy spuścić łomot, a kto nam. Jednak San Marino zawsze darzyłem taką estymą oraz aurą tajemniczości, jak każdego innego “kopciuszka” europejskiego futbolu. Bo czy fajnie jest mieć jedno zwycięstwo oraz kilka remisów w historii? Z drugiej strony, kiedy patrzę na radość tych piłkarzy po strzeleniu bramki Irlandii czy Anglii (bramka na Wembley w 12 sekundzie) to myślę sobie, że strasznie sympatyczna to ekipa piłkarska. Zresztą, San Marino liczy ledwie 30 tys. mieszkańców – zatem wyobraźmy sobie, że na Wembley jedzie, np. Wilga Garwolin, BKS Bochnia czy Mrągovia Mrągowo.

Od wtorku pragnę poczuć się jak Sanmaryńczyk. Zamieszkałem w stolicy tego pięknego kraju i spędzę tutaj najbliższe 6 dni (pierwszy urlop od 1,5 roku). Poznaję ich kulturę, kuchnię (mniam mniam), sposób bycia. Zwiedzam wszystko co się da, każdą małą uliczke, wioskę, wzgórze… i wszędzie piję espresso ;-) Mieszkańcy San Marino to naród o dużej dumie państwowej, uczuciu odrębności, patriotyzmu. Jego ciekawa historia i państwo, którego istnienie jest ewenementem w dzisiejszych czasach, robią ogromne wrażenie.

No i calcio :) W każdej małej osadzie (a jest ich dziewięć, każda z zamkiem – twierdzą) jest boisko takie, jakiego nie powstydziłaby się większość polskich trzecioligowców (tych z nowej III ligi). Dodatkowo w republice znajduje się stadion narodowy w Serevalle, na którym zasiądę prawdodpobnie dopiero w sobotę podczas meczu ligowego, oraz centrum sportowe w stolicy, w którym znajduje się siedziba piłkarskiej federacji San Marino. Byłem tam dzisiaj w poszukiwaniu sportowych suwenirów. Panie z biura patrzyły na mnie początkowo trochę dziwnie, bo czemuż to turysta trafił akurat do nich. Po krótkiej rozmowie wiedziały jednak, że nie trafiłem tam przypadkowo :) i wracam bogatszy w piękny meczowy proporczyk oraz odznakę. Ale także mam chrapkę na coś, co było dla mnie “really excited” – kosztująca raptem 60 Euro piękna książka o historii piłkarstwa w San Marino w języku włoskim. Jako, że nie miałem przy sobie tyle gotówki obeszłem się smakiem, ale wrócę tam jutro! Drżyjcie Panie z Fedarazione Sammarinese Giuoco Calcio!

Poniżej zdjęcie przed budynkiem federacji

Łukasz

Współczesna piłka nożna (nadal) jest do kitu

środa, 16 Wrzesień 2009

To nie tylko moja opinia, ale także polskie tłumaczenie tytułu nowej książki, która w Anglii ukaże się nakładem wydawnictwa SportsBooks Ltd. Tytuł jakby znajomy, prawda? Na pewno kojarzy się naszym czytelnikom.

Otóż podczas gdy my wielkimi krokami zbliżamy się do premiery Kompletnie, konkretnie. O tym, co jest nie tak ze współczesną piłką nożną (ang. Modern Football is Rubbish, Shaun Hunt i Nick Davidson), w Anglii premierę będzie miała książka “Modern Football is Still Rubbish” tych samych autorów. Tak, tak – pierwsza książka wytykająca grzechy współczesnego futbolu była na tyle popularna wśród angielskich kibiców, że autorzy zdecydowali się opublikować kolejną porcję narzekań na dzisiejszy futbol.

Jak już pisaliśmy w notce, na stronie głównej księgarni, w „Modern Football is Rubbish” zakochaliśmy się od pierwszego czytania. Ja właściwie od pierwszej strony, kiedy stojąc na przystanku tramwajowym, nie mogłam opanować śmiechu, a w twarzach ludzi dookoła widziałam politowanie.

Dobre dzieło: książkę, płytę, czy film poznaje się po tym, że wracając do niego po raz kolejny, za każdym razem odnajduje się coś nowego, coś na co akurat tym razem zwraca się uwagę, a co przedtem nie rzuciło nam się w oczy. Tak jest z „Modern Football is Rubbish”. Za każdym razem kiedy czytam tę książkę „widzę” co innego: raz nostalgię za maścią rozgrzewającą (klasyk po prostu;), innym razem rozmyślania nad kolorem korków piłkarzy, a jeszcze innym razem poważny kibicowski manifest: chcemy stojących miejsc na stadionach!

Mój ulubiony fragment MFiR z niedzieli 13 września:
„Obecnie trafienie do własnej bramki nie wydaje się być specjalnym wstydem. Sprawca wzrusza tylko ramionami, poprawia włosy i bez słowa wraca do żmudnego pobierania czterdziestu pięciu tysięcy funtów tygodniowo. Samobój? Trudno, co zrobić”

Ehh, ale dość o “Modern Football is Rubbish”. Ważniejsze jest to, że chłopaki Nick i Shaun ( o edycji swojej książki w Polsce poinformowali tutaj) będą publikować po raz drugi. Są dwie strony tego medalu. Ta lepsza, czyli: jest popyt na dobrą (nie mówię rzetelną :P ) kibicowską literaturę. Ta gorsza: na ponad dwustu stronach pierwszej książki zabrakło miejsca, aby wyliczyć grzechy współczesnej piłki, trzeba jeszcze co najmniej dwustu….

A tymczasem zapraszam na www.kompletniekonkretnie.pl i chyba pozostaje nam odliczać, bo do polskiej premiery już bardzo niedługo…

Ania