Archiwum kategorii ‘Nasze wydawnictwo’

Współczesna piłka nożna (nadal) jest do kitu

środa, 16 Wrzesień 2009

To nie tylko moja opinia, ale także polskie tłumaczenie tytułu nowej książki, która w Anglii ukaże się nakładem wydawnictwa SportsBooks Ltd. Tytuł jakby znajomy, prawda? Na pewno kojarzy się naszym czytelnikom.

Otóż podczas gdy my wielkimi krokami zbliżamy się do premiery Kompletnie, konkretnie. O tym, co jest nie tak ze współczesną piłką nożną (ang. Modern Football is Rubbish, Shaun Hunt i Nick Davidson), w Anglii premierę będzie miała książka “Modern Football is Still Rubbish” tych samych autorów. Tak, tak – pierwsza książka wytykająca grzechy współczesnego futbolu była na tyle popularna wśród angielskich kibiców, że autorzy zdecydowali się opublikować kolejną porcję narzekań na dzisiejszy futbol.

Jak już pisaliśmy w notce, na stronie głównej księgarni, w „Modern Football is Rubbish” zakochaliśmy się od pierwszego czytania. Ja właściwie od pierwszej strony, kiedy stojąc na przystanku tramwajowym, nie mogłam opanować śmiechu, a w twarzach ludzi dookoła widziałam politowanie.

Dobre dzieło: książkę, płytę, czy film poznaje się po tym, że wracając do niego po raz kolejny, za każdym razem odnajduje się coś nowego, coś na co akurat tym razem zwraca się uwagę, a co przedtem nie rzuciło nam się w oczy. Tak jest z „Modern Football is Rubbish”. Za każdym razem kiedy czytam tę książkę „widzę” co innego: raz nostalgię za maścią rozgrzewającą (klasyk po prostu;), innym razem rozmyślania nad kolorem korków piłkarzy, a jeszcze innym razem poważny kibicowski manifest: chcemy stojących miejsc na stadionach!

Mój ulubiony fragment MFiR z niedzieli 13 września:
„Obecnie trafienie do własnej bramki nie wydaje się być specjalnym wstydem. Sprawca wzrusza tylko ramionami, poprawia włosy i bez słowa wraca do żmudnego pobierania czterdziestu pięciu tysięcy funtów tygodniowo. Samobój? Trudno, co zrobić”

Ehh, ale dość o “Modern Football is Rubbish”. Ważniejsze jest to, że chłopaki Nick i Shaun ( o edycji swojej książki w Polsce poinformowali tutaj) będą publikować po raz drugi. Są dwie strony tego medalu. Ta lepsza, czyli: jest popyt na dobrą (nie mówię rzetelną :P ) kibicowską literaturę. Ta gorsza: na ponad dwustu stronach pierwszej książki zabrakło miejsca, aby wyliczyć grzechy współczesnej piłki, trzeba jeszcze co najmniej dwustu….

A tymczasem zapraszam na www.kompletniekonkretnie.pl i chyba pozostaje nam odliczać, bo do polskiej premiery już bardzo niedługo…

Ania

Historia kilku fotografii

wtorek, 4 Sierpień 2009

O marketingu polskich klubów piłkarskich lub o raczej jego braku można napisać bardzo wiele. Nie mówiąc już o kreowaniu pozytywnego wizerunku klubu. To obco brzmiące hasło dla większości z nich. Oto jeden z ostatnich przykładów, bezpośrednio związany z działalnością Księgarni Kibica Sendsport.

Jeden z autorów, którego książkę zamierzamy w niedalekiej przyszłości wydać, próbował do niej zdobyć kilka zdjęć. Chodziło o fotografie trzech piłkarzy i jednego sędziego. Pełen wiary w to, że nie będzie z tym problemu, przystąpił do realizacji swojego planu. Postanowił zdobyć zdjęcia od klubu, w których zawodnicy grają lub grali.
Niestety okazało się, że spece od marketingu w tymże klubie, mają w nosie to, że autor był kiedyś dziennikarzem sportowym, jest prawdziwym pasjonatem, który z zapałem dokumentuje piłkarskie rozgrywki, a napisana przez niego książka nie jest jego pierwszą.
W światku autorów książek sportowych jest poważanym człowiekiem, który znany jest ze swojej rzetelności. Wynik jednego spotkania potrafi sprawdzać kilka razy w każdym dostępnym źródle, tak aby mieć pewność, że jest to wynik prawidłowy.

Zamieszczenie takiej fotografii w książce to najzwyczajniej w świecie reklama. Znając autora, wiem, że nie pominąłby klubu w swoich podziękowaniach.
Owszem, klub postanowił udostępnić zdjęcia, ale za opłatą. I to wcale niemałą. Rozumiem, na czymś trzeba zarabiać, ale czy koniecznie na sprzedaży zdjęć do książki za takie pieniądze!? A nawet jeśli, to czy dla niektórych nie powinno się zrobić wyjątku? Hmm, wystarczyło wygooglować nazwisko autora, wówczas spece od marketingu w tymże klubie zobaczyliby kim jest i, że warto udostępnić mu zdjęcia bezpłatnie.

Okazało się, że można całkiem inaczej, i to wcale niedaleko od nas. W imieniu autora skontaktowałam się z niemieckim klubem Arminia Bielefeld. Mimo tego, że sam klub nie posiadał fotografii Daniela Bogusza, która była niezbędna do książki, w moim imieniu skontaktował się z fotografem, który udostępnił ją za darmo! Pozostałe fotki autor zdobył od samych zawodników, którzy z chęcią mu je przekazali.

Można inaczej? Można!
Poniżej fotografia autorstwa Thomasa F. Starke, którą użyjemy w książce.

 

Ania