Muzeum historii futbolu w Oslo

28 Styczeń 2010

Oslo jest cudownym miastem. Nie tylko dlatego, że podczas gdy wszyscy w Polsce marzną przy – 20 C, tam jest – 5 C. I nie dlatego, że są tam przyjaźni, niesfrustrowani życiem ludzie, i każdy mówi po angielsku :-)

Oslo jest cudownym miastem ponieważ posiada „Norwegian Football Museum & Ulleval Stadium” . A w nim fantastyczną obsługę stadionu, która gotowa jest oprowadzić po nim cztery (ok trzy, bo jedna coś tam wie :-) ) niezainteresowane futbolem kobiety i wcale się tym faktem nie irytować.

Zwiedzanie stadionu i muzeum historii norweskiego futbolu zajmuje ok. 1,5 godziny. Na stadion wchodzimy tym samym wyjściem, którym na mecz wychodzą piłkarze, co sprawia, że pierwsze wrażenie jest jeszcze mocniejsze. Oświetlony wieczorem stadion, mimo, że nie największy prezentuje się znakomicie. Ulleval może pomieścić 25 tys. kibiców.
Przewodnik poinformował  nas, że rekord frekwencji to 36 tys. widzów, osiągnięty przed przebudową  stadionu. Ulleval jest własnością Norges Fotballforbund, czyli norweskiej federacji piłkarskiej, która z własnych środków utrzymuje stadion i samodzielnie czerpie środki przeznaczone na jego renowacje. A ma skąd je czerpać. Wokół stadionu znajdują się trzy piętra pasaży, na których wynajmie federacja zarabia.
Obecny remont, która prawdopodobnie dobiegnie końca w połowie 2010 roku norweska federacja także finansuje samodzielnie, bez pomocy państwa.
Przewodnik nie miał nic przeciwko, abyśmy zasiadły w loży honorowej, a nawet wskazał  nam ulubione krzesełko, na którym zazwyczaj ogląda mecz król Norwegii. Nie miał także oporów, aby wpuścić cztery kobiety do szatni drużyny narodowej. :-)

Muzeum norweskiego futbolu z kolei, jest absolutnym zaprzeczeniem samego słowa muzeum. Po prostu jest tam bardzo ciekawie i nie można się tam nudzić.
Najpierw, w salce imitującej trybuny, ogląda się krótki film pokazujący przedmeczowe emocje. Dalej jest tylko lepiej. Ogromne kamery, których kiedyś używano do nagrywania, a później transmisji meczowych spotkań, rodzaje sztucznej murawy, stadion z klocków LEGO, różne rodzaje piłek do futbolu, obrazkowa historia kobiecej reprezentacji norweskiej piłki nożnej, itp. itd.  Na koniec, zwiedzających czeka niespodzianka. W ostatnim pomieszczeniu znajdują się „piłkarzyki”  oraz PlayStation, na którym oczywiście można zagrać w FIFĘ 10.

Stadion i muzeum to propozycja nie tylko dla fanów piłki nożnej, czego dowodem są moje trzy koleżanki zachwycone po wizycie na Ulleval.

www.fotballmuseet.no – to adres strony internetowej muzeum i stadionu. Niestety witryna jest dostępna tylko w norweskiej wersji językowej. Najważniejszych rzeczy, które interesowałyby potencjalnego zwiedzającego można się domyślić. 

Poniżej kilka fotek zrobionych podczas zwiedzania

 

Ania

Noworoczny “lans” ;-)

1 Styczeń 2010

Coś ostatnio chcą o nas pisać w mediach. Czy księgarnia sportowa jest aż tak ciekawa? :-) W grudniu ukazały się dwa teksty o mojej działalności. Jeden w krakowskim portalu WKrakowie.pl, drugi w sylwestrowym “Dużym Formacie“, ogólnopolskim dodatku do Gazety Wyborczej. Na potrzeby tego drugiego artykułu w przedświątecznym tygodniu wpadł do nas zawodowy fotograf, który z dwie godziny pstryknął mi chyba ze czterysta zdjęć. Dotąd sądziłem, że jedna z najłatwiejszych prac to praca modelki, ale po tym jak owinęli mnie w folię bąbelkową i kazali wdrapywać się na książki to zdecydowanie zmieniłem zdanie. Uff… poniżej jedna z “sesyjnych” fotek.

 
fot. Tomasz Wiech

Łukasz

E-book od Urzędu Miasta w Łaziskach Górnych

24 Grudzień 2009

Dziś na blogu Pawła przeczytałem informacje o niezmiernie ciekawej książce autorstwa Marcina Rudego, pt. “Dzieje Łaziskiego Sportu“. Okazało się, że książka, jako darmowy e-book, udostępniona jest na stronie internetowej UM Łaziska Górne. Gorąco polecam! Aby pobrać, kliknij TUTAJ (19,63 MB)

 

 

 

 

 

 

 

 

Wesołych Świąt! :)

Ps. W tym roku już nowych książek w naszej ofercie nie będzie, za to do 10 stycznia powinno być kilkanaście nowych, apetycznych tytułów. Zapraszamy w 2010.

Imprezy targowe już za nami

6 Grudzień 2009

Intensywny był ten listopad dla nas. Przede wszystkim absorbowały nas dwie imprezy targowe. Najpierw 13. Targi Książki w Krakowie, a potem 18. Targi Książki Historycznej w Warszawie. Bez wątpienia obie imprezy trzeba uznać za udane. Katalogi rozdane, książki sprzedane :)
W Krakowie gościliśmy Shauna Hunta współautora książki “Kompletnie Konkretnie“. Film ze spotkania autorskiego, jak i krótki trailer promujący książkę zamieścimy na blogu w przyszłym tygodniu. Oprócz tego na Targach poznaliśmy kilka nowych, sympatycznych osób, kilka mniej sympatycznych, itp. ;-) Ogólnie zdecydowanie pozytywnie.
W Warszawie natomiast czytelnik był zdecydowanie sprofilowany pod publikacje historyczne, stąd też prezentowaliśmy głównie nasze historyczne monografie regionalne. Wbrew pozorom zainteresowaniem cieszyły się nie tylko publikacje dotyczące klubów stołecznych. Trafiliśmy na kilku historyków sportu, koneserów sportowej literatury wyraźnie zainteresowanych naszą ofertą.
Poza tym mamy w księgarni bardzo pracowity okres. “Boom” przedświateczny, dodatkowo trzy nasze projekty wydawnicze będące w fazie końcowej. Dzieję sie no :) Dlatego przepraszam, że na blogu nie piszę cześciej, co zarzucli mi zresztą niektórzy na targach w Warszawie (pozdrowienia dla Czarka i małżonki)… ale, jak zwykle, obiecuję poprawę.

Na powyższym zdjęcie spotkanie z autorem “Kompletnie Konkretnie” Shaunem Huntem podczas 13. Targów Książki w Krakowie. Od lewej Ania (Sendsport), Shaun Hunt, Bohdan Pękacki (Z czuba.pl), moje ręce wystające zza naszego banneru ;-)

Łukasz

Groundhopping w Małopolsce

25 Listopad 2009

Wbrew pozorom nie jest to tytuł odnoszący się do kolejnej z naszych piłkarskich eskapad, a tytuł tekstu o turystyce stadionowej w tej części Polski.

„Małopolska, a szczególnie Kraków są skupiskiem kilku klubów o bogatej przeszłości, a dwa największe obecnie – Wisła Kraków i Cracovia przyciągają fanów z zagranicy.Podczas spotkań krakowskich klubów z rywalami nie tylko z zagranicy wiele razy natknąłem się na turystów z zagranicy, którzy dużo podróżują, a przy okazji zwiedzają stadiony. I nie dotyczy to wyłącznie największych drużyn - mówi Michał Karaś, redaktor naczelny PortaluKibica.pl. – Kraków przyciąga turystów sportowych, chociaż na razie nie ma dokładnych statystyk, które takich podróżujących by policzyły – dodaje”

Linkując artykuł tutaj oczywiście uprawiamy prywatę :) . W tekście wypowiada się nasz znajomy, redaktor naczelny serwisu PortalKibica.pl.  Swoje trzy grosze wtrącamy również my sami.  O groundhoppingu, głównie dzięki kilku zapaleńcom, zaczyna się mówić w Polsce coraz częściej. I dobrze. Nie każda moda, która przychodzi do nas z Zachodu warta jest naśladowania (patrz Halloween!?), ale tą jak najbardziej należy na polskim gruncie zaszczepić.

Cały tekst o turystyce stadionowej w Małopolsce można przeczytać tutaj:

http://turystykamalopolska.pl/247/groundhopping_w_malopolsce,763.html

Ania

13. Targi Książki w Krakowie

2 Listopad 2009

Poniżej zaproszenie, ale w zasadzie zapraszmy już od czwartku. Dla każdego kto do nas przyjdzie – “krówka-mordoklejka” w prezencie :)

Groundhopping na Podkarpaciu

23 Październik 2009

W miniony weekend, a dokładniej w sobotę, byłam na meczu w swoim rodzinnym mieście w Stalowej Woli. Na boisku spotkały się Stal Stalowa Wola oraz Motor Lublin.

Mecz został potraktowany przez służby porządkowe jako spotkanie o podwyższonym ryzyku (w końcu były to derby), więc Policja była dosłownie na każdym kroku. Kibicom „Stalówki” należą się brawa za pomoc przy organizacji spotkania, ponieważ odśnieżyli boisko. Gdyby tego nie zrobili, piłkarze brodziliby w śniegu po kostki. Tak, atak zimy wyjątkowo dał się odczuć na Podkarpaciu.

Ze stadionowych wrażeń  poza boiskiem: bardzo nie podobało mi się zachowanie kibiców Motoru. I nawet w związku z tym z red. naczelnym serwisu PortalKibica.pl (który również był na meczu) wpadliśmy na pewien pomysł, ale o tym później. Kibice Motoru ewidentnie prowokowali tych ze Stalowej Woli. Limit na liczbę zaśpiewanych przyśpiewek z użyciem wulgaryzmów wyczerpali w początkowej fazie spotkania. Raczej nie jest zbyt mądre prowokowanie kibiców drużyny przeciwnej mimo, że dookoła pełno policji. Nie wolno się tak zachowywać po prostu, kiedy przyjeżdża się do kogoś w gościnę…

A co do pomysłu mojego i red. naczelnego PortaluKibica.pl: musimy opracować „ Savoir – vivre: przewodnik kibica na wyjeździe”. W takim przewodniku znalazłaby się np. dopuszczalna liczba obraźliwych przyśpiewek pod adresem kibiców gospodarzy :)

Samo spotkanie zakończyło się remisem 3:3. Tylko po liczbie bramek można się domyślić, że na boisku było interesująco. „Stalówka” w pierwszej połowie, do pewnego momentu wygrywała 2:0. Piłkarzom gra układała się nie tylko niezwykle skutecznie, ale bardzo ładnie. Było na co popatrzeć.

Niestety sędzia liniowy nie zauważył spalonego (ja jestem zdania, że to dlatego, że miał  różową koszulkę J ) i Motor strzelił bramkę kontaktową. Od tego momentu piłkarze ze Stalowej stracili charakter i warunki gry, które aż do końca spotkania dyktowała drużyna z Lublina.

Do przerwy było już  2:2 i spotkanie zaczynało się od początku. W drugiej połowie Motor nie odpuścił. Podobnie jak ich kibice, którzy kontynuowali wyzywanie Stalowowolan. Dwie ostatnie bramki były autorstwa piłkarzy „Stalówki”, jedna z nich samobójcza. Ostatnia część meczu wyglądała niestety tak, że gospodarze bronili (momentami bardzo nieudolnie) remisu 3:3.

Bardzo podobało mi się  zachowanie kibiców „Stalówki”. Ten ruch , który prężnia działa na nowo dopiero od niedawna, spisał się na medal. Fantastycznie śpiewali i dopingowali swoją drużynę. Momentami nawet na dwa głosy! Zajmując tylko jeden sektor dla ultrasów, udało im się nawet zaśpiewać partie z drugą stroną, która odpowiada. Co więcej na zaczepki kibiców Motoru nie reagowali, robili swoje.

I kto powiedział, że lokalny futbol jest nieciekawy? Emocje na pewno były większe niż  przy oglądaniu spotkania jakiegoś giganta, ale z fotelu przed TV.

Ania

Sztuka piłki – nowa strona internetowa

12 Październik 2009

Tym razem chciałbym polecić niedawno powstałą, niezwykle ciekawą stronę internetową. Oddaję głos autorom:

“Chcielibyśmy zainteresować Państwa pierwszym w Polsce serwisem całkowicie poświeconym pograniczu futbolu z literaturą i sztuką! 

Najważniejsza inspiracją do jego powstania była elektryzująca wiadomość o przyznaniu Polsce i Ukrainie prawa do organizacji Euro 2012. Projekt powstał w Centrum Sztuki Dziecka w Poznaniu, Zrealizowano go ze środków miasta Poznania w ramach projektu artystyczno-edukacyjnego “Sztuka Piłki 2008-2012″.

Chcielibyśmy zachęcić użytkowników sieci zainteresowanych tym tematem do nadsyłania tekstów, ciekawych linków, zdjęć i filmów. Wkrótce na naszej stronie szczegóły “eskapistycznego” konkursu na opowiadanie o potędze i chwale polskiego futbolu ;-)

Credo strony znaleźć można w zakładce “o nas”: www.sztukapilki.pl

Jak zostałem kibicem San Marino, cz. 1

24 Wrzesień 2009

Przypominam sobie doskonale, kiedy nasi piłkarze trafili w el. MŚ`94 na ekipę egzotycznego San Marino. Mając dziewięć lat zacząłem interesować się “na poważnie” futbolem, więc przez mgłę zapamiętałem moją wielką radość po bramce Furtoka strzelonej ręką. Tylko jakoś komentarz taty był dla mnie dziwny: “Z takimi kelnerami to oni powinni minimum pięć bramek strzelać!” – krzyczał rozemocjonowany. Rozumiałem na tyle, że Polska wygrała mecz el. MŚ i brzmiało to dumnie, więc chyba jako jeden z nielicznych cieszyłem się z rezultatu :)
Później się trochę już w piłce podedukowałem, wiedziałem komu możemy spuścić łomot, a kto nam. Jednak San Marino zawsze darzyłem taką estymą oraz aurą tajemniczości, jak każdego innego “kopciuszka” europejskiego futbolu. Bo czy fajnie jest mieć jedno zwycięstwo oraz kilka remisów w historii? Z drugiej strony, kiedy patrzę na radość tych piłkarzy po strzeleniu bramki Irlandii czy Anglii (bramka na Wembley w 12 sekundzie) to myślę sobie, że strasznie sympatyczna to ekipa piłkarska. Zresztą, San Marino liczy ledwie 30 tys. mieszkańców – zatem wyobraźmy sobie, że na Wembley jedzie, np. Wilga Garwolin, BKS Bochnia czy Mrągovia Mrągowo.

Od wtorku pragnę poczuć się jak Sanmaryńczyk. Zamieszkałem w stolicy tego pięknego kraju i spędzę tutaj najbliższe 6 dni (pierwszy urlop od 1,5 roku). Poznaję ich kulturę, kuchnię (mniam mniam), sposób bycia. Zwiedzam wszystko co się da, każdą małą uliczke, wioskę, wzgórze… i wszędzie piję espresso ;-) Mieszkańcy San Marino to naród o dużej dumie państwowej, uczuciu odrębności, patriotyzmu. Jego ciekawa historia i państwo, którego istnienie jest ewenementem w dzisiejszych czasach, robią ogromne wrażenie.

No i calcio :) W każdej małej osadzie (a jest ich dziewięć, każda z zamkiem – twierdzą) jest boisko takie, jakiego nie powstydziłaby się większość polskich trzecioligowców (tych z nowej III ligi). Dodatkowo w republice znajduje się stadion narodowy w Serevalle, na którym zasiądę prawdodpobnie dopiero w sobotę podczas meczu ligowego, oraz centrum sportowe w stolicy, w którym znajduje się siedziba piłkarskiej federacji San Marino. Byłem tam dzisiaj w poszukiwaniu sportowych suwenirów. Panie z biura patrzyły na mnie początkowo trochę dziwnie, bo czemuż to turysta trafił akurat do nich. Po krótkiej rozmowie wiedziały jednak, że nie trafiłem tam przypadkowo :) i wracam bogatszy w piękny meczowy proporczyk oraz odznakę. Ale także mam chrapkę na coś, co było dla mnie “really excited” – kosztująca raptem 60 Euro piękna książka o historii piłkarstwa w San Marino w języku włoskim. Jako, że nie miałem przy sobie tyle gotówki obeszłem się smakiem, ale wrócę tam jutro! Drżyjcie Panie z Fedarazione Sammarinese Giuoco Calcio!

Poniżej zdjęcie przed budynkiem federacji

Łukasz

Współczesna piłka nożna (nadal) jest do kitu

16 Wrzesień 2009

To nie tylko moja opinia, ale także polskie tłumaczenie tytułu nowej książki, która w Anglii ukaże się nakładem wydawnictwa SportsBooks Ltd. Tytuł jakby znajomy, prawda? Na pewno kojarzy się naszym czytelnikom.

Otóż podczas gdy my wielkimi krokami zbliżamy się do premiery Kompletnie, konkretnie. O tym, co jest nie tak ze współczesną piłką nożną (ang. Modern Football is Rubbish, Shaun Hunt i Nick Davidson), w Anglii premierę będzie miała książka “Modern Football is Still Rubbish” tych samych autorów. Tak, tak – pierwsza książka wytykająca grzechy współczesnego futbolu była na tyle popularna wśród angielskich kibiców, że autorzy zdecydowali się opublikować kolejną porcję narzekań na dzisiejszy futbol.

Jak już pisaliśmy w notce, na stronie głównej księgarni, w „Modern Football is Rubbish” zakochaliśmy się od pierwszego czytania. Ja właściwie od pierwszej strony, kiedy stojąc na przystanku tramwajowym, nie mogłam opanować śmiechu, a w twarzach ludzi dookoła widziałam politowanie.

Dobre dzieło: książkę, płytę, czy film poznaje się po tym, że wracając do niego po raz kolejny, za każdym razem odnajduje się coś nowego, coś na co akurat tym razem zwraca się uwagę, a co przedtem nie rzuciło nam się w oczy. Tak jest z „Modern Football is Rubbish”. Za każdym razem kiedy czytam tę książkę „widzę” co innego: raz nostalgię za maścią rozgrzewającą (klasyk po prostu;), innym razem rozmyślania nad kolorem korków piłkarzy, a jeszcze innym razem poważny kibicowski manifest: chcemy stojących miejsc na stadionach!

Mój ulubiony fragment MFiR z niedzieli 13 września:
„Obecnie trafienie do własnej bramki nie wydaje się być specjalnym wstydem. Sprawca wzrusza tylko ramionami, poprawia włosy i bez słowa wraca do żmudnego pobierania czterdziestu pięciu tysięcy funtów tygodniowo. Samobój? Trudno, co zrobić”

Ehh, ale dość o “Modern Football is Rubbish”. Ważniejsze jest to, że chłopaki Nick i Shaun ( o edycji swojej książki w Polsce poinformowali tutaj) będą publikować po raz drugi. Są dwie strony tego medalu. Ta lepsza, czyli: jest popyt na dobrą (nie mówię rzetelną :P ) kibicowską literaturę. Ta gorsza: na ponad dwustu stronach pierwszej książki zabrakło miejsca, aby wyliczyć grzechy współczesnej piłki, trzeba jeszcze co najmniej dwustu….

A tymczasem zapraszam na www.kompletniekonkretnie.pl i chyba pozostaje nam odliczać, bo do polskiej premiery już bardzo niedługo…

Ania